Prostytucja kobiet i niepełnoletnich obojga płci osiągnęła gigantyczne rozmiary. Będąc w rękach organizacji przestępczych bez żadnych moralnych skrupułów, za to skrajnie sprawnych – chodzi
o ogromne mafie azjatyckie, europejskie i południowoamerykańskie – ma olbrzymie szanse rozwoju
ze szkodą dla milionów istot ludzkich spośród najsłabszych i najbardziej bezbronnych.

Jednym z największych skandali historii ludzkości był handel afrykańskimi niewolnikami w XVI-XIX w.; chwytano ich w brutalny sposób, przewożono do Ameryk w niewypowiedzianych mękach; zatrudniano
w nieludzkich warunkach na plantacjach i w kopalniach. Szacuje się, że w okresie 400 lat było 11,5 tys. ofiar – kobiet i mężczyzn. Ten fakt – dziś tak skandaliczny dla ludzkiego sumienia, że piętnuje się go jako horrendalną i nieludzką krwiożerczość, a handlarzy Afrykanami uznaje za pozbawionych chrześcijańskiego zmysłu – był rzeczywiście haniebnym przestępstwem; liczebnie jest to jednak "skromna wielkość" w porównaniu z dziesięcioleciem, w którym z Południowo-Wschodniej Azji przemycono 33 mln kobiet przeznaczonych do prostytucji.

R. Poulin, profesor socjologii z Ottawy (Kanada) pisze: - W ciągu ostatniego trzydziestolecia zauważa się w krajach południowej półkuli zawrotny wzrost prostytucji i handel kobietami i dziećmi
z przeznaczeniem do prostytucji. W nieco dłużej niż dziesięcioleciu można mówić to samo o krajach byłego Związku Radzieckiego, Środkowo-Wschodniej Europy i Bałkanach. (…) Wzrasta także prostytucja coraz młodszych dzieci wykorzystywanych w handlu pornografią. (…) Prostytucyjny przemysł młodocianych wykorzystuje ich 400 tys. w Indiach, 100 tys. na Filipinach, między 200 a 230 tys. w Tajlandii, 100 tys. na Tajwanie i między 244 a 325 tys. w Stanach Zjednoczonych. W Chińskiej Republice Ludowej prostytuujących się dzieci jest od 200 do 500 tys.; w Brazylii od 500 tys. do 2 mln. 35 procent prostytutek Kambodży stanowią dziewczyny poniżej 17 lat, a 60 procent prostytuujących się
w Europie Albańczyków – to małoletni.

Niektóre studia utrzymują, że jedno prostytuujące się dziecko sprzedaje swoje "seksualne usługi"
ok. 2 tys. mężczyzn. W 1996 r. raport Rady Europy szacował, że 100 tys. dzieci ze Wschodniej Europy prostytuowało się w Europie Zachodniej. Pewne opracowanie UNICEF-u (2001), z okazji Drugiego Światowego Kongresu przeciwko handlowemu wykorzystywaniu małoletnich, odbywającego się
w Jokohamie (Japonia), podawało, że 1 mln dzieci – zwłaszcza dziewczynek – pracowało w przemyśle seksualnym. Dziś przynajmniej 1 mln dzieci prostytuuje się tylko w Południowo-Wschodniej Azji. Najbardziej dotknięte tym procederem są Indie, Tajlandia, Tajwan i Filipiny. Omawiana tu prostytucja
nie jest własnowolna. Związana jest z handlem – uprawianym przez osoby i organizacje przestępcze – kobietami i niepełnoletnimi, przeznaczonymi do prostytucji w kraju ich pochodzenia lub w odległym kraju. Oprócz tej formy prostytucji, istnieje jeszcze inna – tzw. prostytucja wolna lub dobrowolna – uprawiana przede wszystkim w domach, do których dociera się przez internet. O nich informuje się
i podaje adresy, gdyż jest ona prawnie dozwolona w naszym kraju. Nielegalne jest jedynie czerpanie korzyści z prostytucji. Trzeba zaznaczyć jeszcze, że "wolna" prostytucja dotyczy nie tylko kobiet włoskich. Wiele cudzoziemek, docierających do Włoch z legalnym prawem do pracy, uprawia prostytucję albo dlatego,
że nie znajdują pracy, albo z powodu większych zarobków, które wysyłają dzieciom czy krewnym w kraju.

 

Prostytucja jako fenomen masowy

Prostytucja stała się dziś fenomenem masowym, rozprzestrzenionym na cały świat, a pornografia znalazła miejsce w każdym społeczeństwie. Zyski obydwu "przemysłów", najbardziej dochodowych
na świecie, są ogromne: w 2002 r. wpływy z prostytucji wyniosły ok. 60 mld euro, z pornografii zaś
ok. 57 mld euro. Roczny przychód z agencji turystyki seksualnej przez internet wynosi 1 mld euro, podczas gdy przemyt w celu prostytucji waha się między 7 a 13 mld euro. Dziesiątki milionów ludzkich istnień, przede wszystkim kobiet, chłopców i dziewcząt, doznają fizycznego i psychicznego szoku spowodowanego handlem seksem. W 2002 r. liczbę prostytutek w świecie szacowano na 40 mln,
zaś liczba ich klientów ustawicznie wzrasta. Każdego roku 500 tys. kobiet, chłopców i dziewcząt zasila rynek płatnego seksu w krajach Europy Zachodniej. 75 procent kobiet-ofiar tego przemytu jest poniżej 25. roku życia, wśród nich zaś znajduje się trudny do określenia, ale znaczący procent niepełnoletnich. Około 4 mln kobiet, chłopców i dziewcząt podlega rok rocznie przemytowi w celu prostytucji.

Prostytucja – przemysł wysoko opłacalny

W licznych krajach dochody z prostytucji są obecnie ważnym elementem Dochodu Narodowego Brutto (DNB): w Brazylii 5 procent DNB pochodzi z prostytucji; w Japonii zaś między 1 procent a 3 procent.
W Danii dochody z pornografii sytuują się na trzecim miejscu DNB; na Węgrzech szybko wzrastają,
kraj ten cieszy się estymą producentów filmów pornograficznych. Przemysły związane z seksem już są ważne – niektóre weszły na międzynarodową giełdę – i przynoszą ogromne korzyści w twardej walucie, tak płatniczych bilansach, jak i płynnych kontach różnych krajów, które z tego powodu uważają je za żywotne dla swej gospodarki. De facto prostytucja wchodzi do strategii rozwoju wielu krajów azjatyckich zmuszonych spłacać zagraniczne długi. Międzynarodowy Fundusz Monetarny i Bank Światowy zachęcają je i podtrzymują tę strategię, udzielając wysokich pożyczek na rozwój przemysłu turystycznego i rozrywkowego, faworyzującego seksualny rynek. Tajlandia stanowi tu znamienny przykład: rozwój turystyki (rychło seksualnej) przynosił w 1995 r. 7,1 mln dolarów i był najważniejszym źródłem obcej waluty. Stanowił 13 procent DNB Tajlandii, która stała się pierwszym celem rekreacyjnym Południowo-Wschodniej Azji.

Sondaż z 2004 r. szacował, że prostytucja pod różnymi formami zatrudniała ok. 2 mln osób, w tym 800 tys. małoletnich, i miała przynosić 4 mld euro. W rzeczywistości Tajlandia przyjmuje najwięcej turystów (od 8 do 10 mln rocznie). Handluje się nie tylko Tajkami, ale także kobietami i dziećmi pochodzącymi
z Kambodży, Laosu, Myanmaru (eks-Birma), by odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie masowej turystyki czy też dla wewnętrznego, będącego w ekspansji, rynku.

To samo dotyczy ogromnego rozwoju seksualnej turystyki w Kambodży, kraju – trzeba przypomnieć – który stracił 2 mln ludzi w czasie słynnego reżimu Pol Pota i Czerwonych Khmerów: w 2003 r. odwiedziło ją 700 tys. osób, co spowodowało wzrost liczby prostytutek, z czego 25-30 procent niepełnoletnich.

Na pierwszy rzut oka prostytucja w Kambodży wydaje się mieć łagodną, prawie niewinną, uśmiechniętą formę: masażystki, sprzedawczynie pomarańczy, śpiewaczki karaoke, taxi-girls, nieposzlakowane – uliczne prostytutki oferują własne usługi z humorem. Rzeczywistość jest jednak z gruntu inna: zgłębiając historię młodych prostytutek, okaże się, że wiele z nich sprzedano jeszcze w dziewiczym stanie, następnie zgwałcono, wielokrotnie odsprzedano, seksualnie wykorzystano w sutenerskich siatkach, kaleczono i często torturowano. W większości restauracji, w hotelach, taksówkach i wielu innych sferach korzystano wprost czy pośrednio, by je wprowadzić w prostytucję. Ofiary popychane biedą wykorzystują przemytnicy i sutenerzy. Często rodziny przekazują za zadłużenia swoje córki właścicielom zakładów,
w których praktykuje się prostytucję. Tak zamyka się pułapka z młodocianymi ofiarami, których przyszłość staje się pewna. Naprawdę niewielu z nich udaje się uciec, wiele umiera na AIDS. Rzeczywiście, z powodu rozwoju przemysłu seksu, w Kambodży szybko rozprzestrzenia się AIDS: UNICEF szacował w 1999 r. 180 tys. przypadków.

Innym krajem mocno wspierającym prostytucję są Filipiny. Niedawny sondaż rządowy potwierdził,
że filipińskie kobiety są sprzedawane do co najmniej 74 krajów, m.in. do Japonii, Malezji, Hong-Kongu, Korei, Laosu, Nigerii. Więcej niż milion Filipinek opuszcza kraj, by pracować jako służące na Środkowym Wschodzie, w Singapurze, Hong-Kongu, Malezji, Kanadzie i w Europie; szacuje się, że ok. 500 tys. kobiet jedzie w charakterze pomocnic do Japonii. Jest to obowiązkowe przejście do prostytucji
w tym kraju.

W rzeczywistości, z krajów Dalekiego Wschodu, przemysł seksualny jest najbardziej rozwinięty w Japonii. Już w czasie II wojny światowej 200 tys. kobiet i dziewcząt zamknięto, by zadowolić potrzeby seksualne żołnierzy frontowych. Dziś w zamkniętej zonie o powierzchni 0,34 km2 jest 3,5 tys. lokali – soaplands, love banks, peepshows, erotycznych telefonów i lokali, w których praktykuje się najbardziej gwałtowny i perwersyjny seks zwany enjokoai (prostytucja podrostków). Za pośrednictwem prasy, rysunków animowanych, wideo-gier i katalogów sprzedaje się kobiety i dziewczęta (także części ich ciał) po niskiej cenie.

Także Tajwan jest znanym miejscem seksowego przemysłu: ok. 40 tys. miejscowych kobiet i dziewcząt zmusza się do prostytucji. W Indiach, w wielkich miastach jak Bombaj, Kalkuta i New Dehli znajduje się więcej niż tysiąc tzw. red light districts (zakątki czerwonego światła) i domów publicznych.
Liczne kobiety sprzedane w celu prostytucji pochodzą zwłaszcza z Nepalu, Bangladeszu, Myanmaru
i Bhutanu. W Pakistanie roczna sprzedaż kobiet i dzieci sięga 200 tys.; wiele z nich porywa się
w Bangladeszu i sprzedaje w celu seksualnego wykorzystania.

Prostytucja w Ameryce Łacińskiej

Jeśli chodzi o Amerykę Łacińską, prostytucja funkcjonuje w każdym kraju i może przybierać dwie formy. Na rynku wewnętrznym przewozi się kobiety w inne zakątki kraju, a na rynku zewnętrznym kobiety są sprzedawane do innych krajów. Tym sposobem zaspokaja się wciąż rosnące zapotrzebowanie międzynarodowe. W tym celu działają w krajach Ameryki Łacińskiej mafijne sieci ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Azji. Najstarsze ośrodki przemytu znajdują się w krajach zaopatrujących: Brazylii (która jest m.in. celem turystyki seksualnej ok. 80 tys. Włochów), Surinamie, Kolumbii, Republice Dominikany i Antylach. Krajami przeznaczenie są Hiszpania (gdzie 70 procent prostytutek pochodzi z Ameryki Łacińskiej), Grecja, Niemcy, Belgia, Holandia, Izrael, Korea, Japonia i Stany Zjednoczone.

Przemytnicy zamieszczają oferty w prasie, proponują dość intratną pracę za granicą; w rzeczywistości oszukane kobiety czeka ciężka niewola. Inne przybywają do krajów wskazanych przez przemytników pod pretekstem adopcji albo fikcyjnego zamążpójścia, co jest jedną z przerażających, choć jeszcze mało znanych form niewolnictwa. Nawet 4-letnie dziewczynki zmusza się do pożycia z ich własnymi "mężami"; często są one w rzeczywistości więzione i stają się brzemienne, gdy ledwie dorosną do seksualnej dojrzałości. Otóż dziewczyna mniej niż 15-letnia ryzykuje 5 razy częściej niż 20-letnia śmiercią w czasie ciąży i porodu. W niektórych zonach internetu wychwala się kobiety-niewolnice za odporność na ból i tortury (w celu usatysfakcjonowania sadystycznych mężczyzn) oraz gotowość do spełnianie wszelkich zachcianek.

Odnośnie do Meksyku, najintensywniejszy przemyt seksualny ma miejsce na granicy (3 tys. km) ze Stanami Zjednoczonymi, szczególnie w miastach Ciudad Juarez i Tijuana – ośrodkach odprężenia dla turystów i żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych i miejscach "przemytników ludzi" (miałoby ich być
w samym Tijuana między 300 a 400). Z jednej strony miasta graniczne przyjmują osoby,
które przyjeżdżają do Meksyku, by tu zamieszkać i czekają na okazję, by przeprawić się doń legalnie
lub nielegalnie. Z innej strony w tych miastach zatrzymują się każdego miesiąca setki nielegalnych repatriantów wydalonych ze Stanów Zjednoczonych. Wśród osób oczekujących na granicy na przejście albo repatriantów są nieletnie dziewczęta i dzieci, które przemytnicy zmuszają do prostytucji w miastach Ciudad Juarez, Tijuana i Nuevo Laredo. Wiele dziewcząt pracujących w tych miastach ma 13 i 14 lat. Według licznych świadectw, jedna czwarta zwerbowanych jedenasto-, dwunasto- i trzynastolatek w 18. roku życia staje się "stara" w oczach opiekunów. Sygnalizuje się także przypadki dzieci wykorzystywanych do produkcji materiałów pornograficznych północnoamerykańskich albo japońskich.

Prostytucja w Afryce

W Afryce prostytucja kwitnie głównie w Maghrebie. Prostytutki marokańskie są wykorzystywane zwłaszcza w monarchiach Zatoki Perskiej i Arabii Saudyjskiej, gdzie ich opiekunowie umieszczają je
w restauracjach i luksusowych hotelach. Wiele z nich jest ubogich, a ta żałosna profesja ma im pomóc wyjść z nędzy. Są jednak dziewczęta-prostytutki, którymi powoduje pragnienie dostatku umożliwiającego im zakup odzieży czy innych luksusowych przedmiotów. Zdarza się zatem,
że w turystycznych miastach, jak np. Meknes, prostytucja zasila hotelarskie usługi. W pewnych przypadkach transformacja seksu
w dochodową działalność spotyka się z przyzwoleniem rodziny, która, nie dysponując środkami utrzymania, pozwala córkom na prostytucję i sprzedaż turystom.
Zdarza się też, że dziewczynki bywają jawnie zachęcane przez rodzinę – matka prosi o "wyjście",
by zdobyć pożywienie, dziewczyna zaś, uprawiając ten proceder, jest w stanie utrzymać rodziców
i rodzeństwo. Mafijne siatki marokańskie zaopatrują też europejski rynek, zwłaszcza hiszpański. Jednocześnie przy współudziale osób
z miejscowych władz i policji dostarczają one młode prostytutki licznym turystom arabskim i europejskim w Maroku.

Wszystkie kraje środkowej i południowej Afryki dotyka w większym czy mniejszym stopniu tragedia prostytucji i handlu ludźmi, szczególnie dziewczynami i młodzieżą, prowadzonego przez przemytników związanych z międzynarodowymi sieciami przemytu żywego towaru. Chcemy tu zwrócić szczególną uwagę na Nigerię, najliczniejszy kraj afrykański, gdyż prostytutki te "pracują" zwłaszcza we Włoszech, oprócz tych, które pochodzą ze Wschodniej Europy (Mołdawia, Białoruś, Ukraina, Bułgaria). Młode Nigeryjki powierzają rodziny miejscowym opiekunom, którzy obiecują im znalezienie uczciwej i dobrze płatnej pracy we Włoszech czy innym europejskim kraju. Płacą opiekunom słone pieniądze za paszport
i podróż; po przyjeździe do Włoch odbiera się im paszporty i inne dokumenty osobiste; nakłada się na nie ogromne sumy na pokrycie wydatków podróży, jakie poniósł opiekun – należność ta jest tak wysoka, że nigdy nie mogą jej spłacić. Następnie powierza się je starym madames nigeryjskim, czyli osobom "opiekującym" się nimi, mogącym całkowicie nimi dysponować. Pozbawione kontaktu z rodziną
i poddane surowej kontroli o każdej porze dnia i nocy oraz odcięte od kontaktu z włoskimi władzami
z racji nielegalnej imigracji, zatem z groźbą wydalenia, młode Nigeryjki są zredukowane do niewolnic bez nadziei na wyzwolenie – z wyjątkiem, gdy chorują, więdną i już nie są "potrzebne".

Przyczyny wzrostu prostytucji

Po handlu bronią i narkotykami prostytucja w każdej formie (prostytucja kobiet, dzieci i mężczyzn) jest trzecią "dziedziną" handlu najbardziej rozpowszechnioną i dochodową. Dziś stała się globalna, obejmuje całą planetę, a jej ofiary przewozi się z kraju do kraju, z kontynentu na kontynent w zależności
od potrzeb (zwłaszcza męskich) seksualnych; zatem prostytucja rokuje nadzieje na większe zyski.
Jest globalna także w takim znaczeniu, że używa wszelkich dostępnych środków komunikacji, szczególnie internetu, oraz jest w rękach międzynarodowej siatki przestępczej, która działa na światowej arenie i w wielu krajach popierają ją skorumpowani urzędnicy państwowi, zwłaszcza siły policyjne.

Najbardziej niepokojące jest to, że handel żywym towarem w celu seksualnego wykorzystywania wciąż rośnie. Aktualnie, według szacunku ONZ, roczne dochody z tego procederu plasują się między 5 a 7 mld dolarów, liczba zaś ofiar sięga 4 mln. Czym wytłumaczyć zasięg tego zjawiska handlu żywym towarem
i seksualnym wykorzystywaniem oraz ich wzrost?

Podstawową i najważniejszą przyczyną popychania osób w prostytucję jest nędza, w jakiej żyją liczne rodziny, oraz globalizacja z jej przemieszczaniem kapitałów, a zatem i przemieszczaniem się zatrudnienia z jednego kraju do drugiego w zależności od korzyści ekonomicznych i finansowych; sytuację pogarsza też opuszczanie wsi w celu życia w mieście.

Gdy przemytnik dostanie raz swoje ofiary, włącza je w olbrzymi kołowrót prostytucji, używając następujących środków: zabiera dokumenty tożsamości, podróży i zdrowotnego ubezpieczenia; zmusza do zwrotu kosztów podróży, hoteli, pożywienia i środków pierwszej potrzeby; grozi donosem do władz imigracyjnych z racji nielegalnego przebywania ofiar; gwałci, rani i stosuje fizyczną i psychiczną przemoc w razie buntu; stosuje ciągły nadzór i inne metody ograniczające swobodę poruszania się; żąda zapłaty za mieszkanie, pożywienie, ubranie, leki. Bandy kryminalistów, w których mocy znalazły się kobiety i dzieci, posługują się zupełnie bezkarnie gwałtem, groźbami, zastraszeniami. Ich ofiary – zwłaszcza przebywające w innych krajach i zmuszone do prostytucji ulicznej i w domach publicznych
z wyczerpującym rozkładem czasowym – są pozbawione możliwości, a zwłaszcza siły i odwagi
do denuncjowania swych wyzyskiwaczy, nie wiedzą też, do kogo się zwrócić.

Innym powodem wzrostu prostytucji jest ogromny rozwój środków transportu; w ciągu niewielu godzin można się przemieścić z jednego kontynentu na drugi. Daje to możliwość, w ciągu niedługiego czasu, znalezienia się w miejscu przygotowanym do doświadczeń seksualnych, szczególnie tzw. hard, które wstyd stosować we własnych domach, a to wszystko za skromną cenę. Wyjątkową atrakcją "turystów seksualnych" jest szeroki asortyment dziewczynek i dziewcząt.

Trzecim powodem wzrostu tego fenomenu jest zapotrzebowanie domów publicznych, miejsc rozrywki
a nawet sieci hoteli dbających o zawsze nowy i coraz atrakcyjniejszy materiał ludzki dla wciąż rosnących wymagań klienteli, spragnionej "szczególnych" doświadczeń. Wymaga to stałej wymiany i odmładzania personelu uciech. Nieprzypadkowo rocznie przybywa do Europy 500 tys. nowych osób, w znaczącej części niepełnoletnich, a tyle samo wykorzystanych i często chorych wyrzuca się na ulice; są one wykończone i opuszczone.

Czwartą przyczynę wzrostu prostytucji stanowi jej legalizacja w niektórych krajach (Holandia, Niemcy, Szwajcaria, Australia, Nowa Zelandia, Włochy). R. Poulin przytacza przykład Holandii: 2,5 tys. prostytutek w 1981 r., 10 tys. w 1985 r.; 20 tys. w 1989 r. a w 2004 r. 30 tys. W tym kraju działa 2 tys. domów publicznych i co najmniej 7 tys. lokali przeznaczonych do sprzedawania usług seksualnych; 80% prostytutek to cudzoziemki, w tym 70 procent działających nielegalnie ofiar przemytu. W 1960 r. 95 procent prostytutek w Holandii było Holenderkami; w 1999 r. było ich już tylko 20 procent. Legalizacja prostytucji miała zapobiec prostytucji niepełnoletnich; a jednak Defence for Childern International Nederland szacuje, że od 1996 do 2001 r. liczba małoletnich prostytutek wzrosła z 4 do 15 tys., w tym
co najmniej 5 tys. jest obcego pochodzenia. W pierwszym roku legalizacji przemysł seksualny powiększył swoje dochody o 25%. W Danii w ciągu ostatniej dekady liczba prostytutek obcego pochodzenia, ofiar przemytu, wzrosła dziesięciokrotnie (R. Poulin, dz. cyt., s. 14).

W końcu, nie ostatnią przyczyną prostytucji jest obecność żołnierzy tak zachodnich, jak
i międzynarodowych sił w znaczącej liczbie krajów. Nie jest to nowością. Szacuje się, że w latach 1937-1945 japońska armia okupacyjna korzystała z usług 100 do 200 tys. koreańskich prostytutek uwięzionych w "komfortowych" domach publicznych. W Azji Południowo-Wschodniej przemysł seksualny zaczął się z wojną w Korei i Wietnamie oraz wraz z garnizonami zachodnimi w Tajlandii
i na Filipinach.

W latach dziewięćdziesiątych XX w. 18 tys. koreańskich prostytutek było na usługach 43 tys. żołnierzy amerykańskich obecnych w tym kraju. Międzynarodowa Organizacja dla Migrantów (IOM) szacowała na 10 tys. liczbę nielegalnych prostytutek w Bośni; uważa też, że 250 tys. kobiet, chłopców i dziewcząt
z Europy Wschodniej to ofiary przerzutu przez Serbię i kraje sąsiednie i że wielka ich liczba dociera
do Bośni i Kosowa, gdzie pochłaniają je "struktury rekreacyjne" dla żołnierzy.

Ogromny problem sumienia

Prostytucja kobiet i niepełnoletnich obojga płci osiągnęła gigantyczne rozmiary.
Będąc w rękach organizacji przestępczych bez żadnych moralnych skrupułów, za to skrajnie sprawnych – chodzi o ogromne mafie azjatyckie, europejskie i południowoamerykańskie – ma olbrzymie szanse rozwoju ze szkodą dla milionów istot ludzkich spośród najsłabszych i najbardziej bezbronnych.
Nawet ma się wrażenie, że ta nowa forma niewolnictwa, chyba twardsza, krwawsza, bardziej dehumanizacyjna niż w przeszłości, nie jest znana w swej tragicznej rzeczywistości i nie jest uważana za to, czym jest faktycznie: unicestwieniem ludzkiej osoby, sprowadzonej do przedmiotu uciech, na którym człowiek może wyładować swoje najbardziej perwersyjne i krwawe instynkty oraz bezwstydne zachcianki.

Organizuje się liczne manifestacje protestu przeciw małym i wielkim niesprawiedliwościom dzisiejszego świata; walczy się o wielkie sprawy – przeciwko zanieczyszczeniu atmosfery, niszczeniu lasów, o prawa dla zwierząt; ale problem moralny i ludzki, jaki stawia sumieniu fenomen prostytucji, spowija quasi-absolutne milczenie. Więcej – wywołuje zażenowanie nawet mówienie o nim, jakby chodziło o temat nieprzyzwoity i politycznie niepoprawny. Można powiedzieć, że poruszanie tego problemu jest bezużyteczne, gdyż prostytucja istniała od zawsze i na zawsze. Nie jest jednak pozbawione sensu – przeciwnie, jest obowiązkowe – co najmniej wyrażenie mocnego i donośnego sprzeciwu wobec tego złowrogiego i dehumanizującego fenomenu, który znajduje w uogólnionym milczeniu usprawiedliwienie, jeśli nie milczącą aprobatę.

Dwa niedawne dokumenty Kościoła wyraźnie potępiają prostytucję. II Sobór Watykański potępia wszystko, co rani ludzką godność, jak nieludzkie warunki życia, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą ("Gaudium et spes", nr 27). "Kompendium nauki społecznej Kościoła" (2004 r.)
zaś podkreśla, że uroczystemu proklamowaniu praw człowieka przeczy bolesna rzeczywistość przemocy, rozprzestrzeniające się niemal wszędzie wciąż nowe formy niewolnictwa, jak handel istotami ludzkimi, prostytucja (nr 158). Następnie dodaje: Także w krajach demokratycznych nie zawsze te prawa są w całości respektowane. "Nie zawsze" albo "nie w całości"? To pytanie zobowiązuje.

Chcemy jednak wyrazić głęboką wdzięczność tym osobom czy stowarzyszeniom, które wielkim nakładem sił i pieniędzy zajmują się problemem prostytucji w naszym kraju, wydzierając prostytutki ulicy, oswobadzając je od ich cynicznych i bezwzględnych "opiekunów" i zapewniając im godziwą pracę.
Zadanie to napotyka ogromne trudności, ryzykuje zderzenie z nieskutecznością już to z powodu wielkiego zagrożenia ze strony protektorów samych prostytutek – groźby sięgające do nadużyć seksualnych, okaleczeń, tortur a nieraz nawet śmierci – już to dlatego, że protektorzy mogą uderzyć
w ich rodziny. Zastraszenia te, z braku jakiegokolwiek zmysłu moralnego i ludzkiego "protektorów", zniechęcają ofiary prostytucji do porzucenia smutnego zawodu. Co nie znaczy, że pomoc udzielana im
w porzuceniu tego procederu nie jest godna pochwały chrześcijan, którzy dostrzegają w ofiarach prostytucji synów i córki Boga, którym należy przywrócić godność ludzką i chrześcijańską.

Autor: Giuseppe de Rosa SJ, Źródło: Przegląd Powszechny

Artykuł ukazał się w "Civilta Cattolica", nr I/2008.

tłum. Stanisław Opiela SJ

GIUSEPPE DE ROSA SJ, ur. 1921, ukończył historię i filozofię na uniwersytecie w Neapolu, uzyskał licencjat z teologii na jezuickim fakultecie w Louvain-Eegenhoven w Belgii. Członek redakcji i były wicedyrektor "La Civilta Cattolica", autor książek: "Il volto segreto della Chiesa" (1963); "Perche sono christiano" (1965); "Una Chiesa nuova per i tempi nuovi" (1973); "La vita umana ha un senso?" (1987). Mieszka w Rzymie.